Region Kultury

Kaledoskop

Reymont

Wydawnictwo Kwadratura

Wytwórnia

Teresa Radziewicz Sonia zmienia imię, Łódź 2011

stron 56, oprawa miękka

redakcja: Piotr Grobliński

ilustracje: Magdalena Moskwa

opracowanie graficzne: Paulina Narolewska-Taborowska

 

www.sklep.poezja-polska.pl/index.php

 

Teresa Radziewicz (ur. 1970) jest nauczycielką i poetką, debiutowała

w tomiku pokonkursowym XXIX Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Haliny Poświatowskiej w 2005 r. (I miejsce). Trzykrotnie nominowana do nagrody głównej Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina (w 2008 r. otrzymała Nagrodę Publiczności). Laureatka XVIII Konkursu Poetyckiego o Nagrodę im. K.K. Baczyńskiego w Łodzi (I miejsce), XVII Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego "Dać świadectwo" w Krakowie (II nagroda) oraz innych konkursów poetyckich. Publikowała w "Studium", "Tyglu Kultury", "Arteriach", "Migotaniach, przejaśnieniach", "Pro Arte", "Notatniku Satyrycznym" i Frazie". Mieszka na Podlasiu. Jej debiutancka książka pt. "Lewa strona" ukazała się w 2009 r. (Stowarzyszenie im K. K. Baczyńskiego, Łódź), otrzymała za nią Nagrodę Literacką Prezydenta Miasta Białegostoku im. Wiesława Kazaneckiego za najlepszą książkę 2009 roku. Laureatka VI Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Kazimierza Ratonia w 2010 roku. Mieszka na Podlasiu.
Tom „Sonia zmienia imię” (Wydawnictwo Kwadratura, Łódź 2011) to jej druga książka poetycka.
 
Magdalena Moskwa
Studiowała w PWSSP w Łodzi. Dyplom w 1996 roku w Pracowni Malarstwa i Pracowni Druku Dekoracyjnego. W 1994 otrzymała stypendium Ministra Kultury i Sztuki.
Od ukończenia studiów kontynuuje własną drogę twórczą w dziedzinie malarstwa i ubioru unikatowego. W 2008 zaprojektowała kostiumy do Makbeta w reż. Mariusza Grzegorzka w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi.
Prace w zbiorach: Muzeum Sztuki w Łodzi, Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Łodzi Znaki czasu, Miejskiej Galerii Sztuki w Łodzi, Galerii Opus, kolekcjach prywatnych.
 
Zachęcamy do zajrzenia na strony:
 
 
dzień pierwszy – wariatka nadaje imię
 
palce na zmarszczkach – wygładzić
popatrzeć w odbicie światła
rozszczepić jak pryzmat
 
teraz będziesz nazywać się sonia
ach cóż za imię sonia sonieczka
 
ujmuje za brzeg życie i tańczy
śpiewa w ucho powietrza
 
ach cóż za imię zielonooka sonia
takie imię to skarb – prawdziwy skarb
 
gdy zechcę będę zośką
zakasam szaleństwo
innym razem powiem sofi
tak z francuska so-fi
przyciskając odpowiednio głos
jak me-sje albo bą-żur
och – będą mówić – prawdziwa
z ciebie soniu dama
 
wariatka zamyka oczy
potem otwiera na nowe
 
jestem sonia
 
 
pragnąć prosić wywołać
 
jeżeli zamknę nad sobą wczoraj
czy dziś wstanie mniej wytarte
od prochu od mroku od kroków
 
więc proszę – przyjdź
przyjdź by nie wołać nadaremnie
w szelestach pokaż się pozwól usłyszeć
 
wejdź przez niedomknięte jeszcze drzwi
 
 
                       urodziłaś się soniu z jarzębinowych baldachów
                       północnych wiatrów niosących ostrą wilgoć
                       i późno kwitnących czereśniowych sadów
                       urodziłaś się z tego co przychodzi za wcześnie
                       i za późno w porę i nie w porę
 
 
sonia całuje lód
 
ach ona całuje lód żeby zgryzione usta
przestały przepuszczać co schowane w ciele
a zatrzymać przecież miały
wilgoć kładącą się na źrenice
 
będzie myśleć nic
jutro będzie myśleć nic
 
dziś pozwala sobie na obłęd
jutro będzie cierpieć dla nikogo
z nikim podzieli się rozdarciem
 
dziś tuli się do miejsc
nasączonych pomarańczą
z obłędem całuje lód
 
 
wiersz ostatni
 
składa się z samych ważnych słów
takich jak liczenie i czekanie
 
jest tu miejsce dla matki patrzącej z jego oczu
i dziewczynki w której miało zamieszkać wspólne
– wymyślali imiona kolory sukienek zaplatali warkocze
 
jest miasto w którym pierwszy raz
dopasowali się do wyżłobień
i droga która jutro przestanie boleć
 
żółte światło zza wypiaskowanych chmur
będzie udawało że grzeje
nasyp zafaluje i sprawdzi
które miejsca
pamięć umie nazywać
 
zajęcza warga odrośnie
skaza nie da się przykryć
ani przeobrazić
 
 
sonia zmienia imię
 
ostatnio kazała na siebie mówić sophie
i dodawała jeszcze tylko
potrzebuję dużego mężczyzny
w którego ramionach mogłabym się budzić
 
pochylona postać zrywa krwawnik
i śpiewa – od ciemności od samotności
od strachu i piachu chroni ta roślina
 
wziąć jarzębinę niewybarwione baldachy
i w misach pełnych żwiru wybranego z rzeki
ułożyć obrazy – trzeba się śpieszyć
 
niedługo nadejdzie i powie sophie
twoje ogrody są piękniejsze
od ogrodów semiramidy
 
trzeba się pośpieszyć
żeby wszystko było gotowe
 
           
           urodziliśmy cię z przemian i pragnień
jesteś ziemią poprzecinaną rzekami krwi
pędzącymi po omacku bez końca
          który nadchodzi
 
BIP